Kto by ich pamiętał

W ostatniej sali muzeum w Lubomlu na połowie ściany, po lewej, wiszą pamiątki związane z partyzantami nacjonalistycznej Ukraińskiej Powstańczej Armii, zapewne tymi samymi, którzy dopuścili się rzezi na Polakach mieszkających w tej okolicy 70 lat temu. Na tej samej ścianie po prawej stronie, uhonorowano żołnierzy Armii Czerwonej. Choć wyżynali ukraińskich partyzantów, to też bohaterowie, bo w 1944 r. przegnali Niemców.


Przy wejściu do tej właśnie sali na honorowym miejscu wisi kopia dyplomu Instytutu Yad Vashem. Upamiętnia Ukraińców Iwana i Marię Switiaszczuków, którzy uratowali żydowską rodzinę.
– To są nasi Sprawiedliwi wśród Narodów, też bohaterowie – mówi dyrektor muzeum Aleksander Dymitrowicz Ostapiuk.
– A Ukraińcy ratowali Polaków? – dopytuję.
– Ratowali, ale kto by ich pamiętał…
Osoby, które ocaliły Żydów z Zagłady honorowane są medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, najwyższym takim izraelskim odznaczeniem państwowym. O ustanowienie podobnego medalu dla Ukraińców, którzy ratowali Polaków, apelowali ocaleni z Wołynia już w maju 2009 r., ale nagrody jak nie było, tak nie ma.
Jednym z niewielu przedmiotów, jakie w muzeum w Lubomlu pozostały po Polakach, są etykiety po przedwojennych wódkach oraz zardzewiały zasobnik po masce przeciwgazowej, który niegdyś był na wyposażeniu polskiego wojska. Ktoś włożył go gabloty z pamiątkami po oddziałach Wermachtu.

Agata Kaźmierska