Na Wołyniu w listopadzie

Podróż przez Wołyń w listopadzie jest specyficznym przeżyciem. Dnie są krótkie, trawy poszarzałe, a drzewa już nagie. To potęguje uczucie pustki.

Rozległe, porzucone pola powodują, że czasem zaczynamy tęsknić za odmianą widoku. Chcielibyśmy by już za zakrętem pojawił się jakiś pies, płot, dom, człowiek. Intuicyjnie czujemy, że pojawić się powinien.

A jednak znów widzimy tylko pole. Ale intuicja wcale nas nie myli. Oczekiwanie jest jak najbardziej uzasadnione. Akurat za tym zakrętem powinien pojawić się pies, płot, dom i człowiek.

Tu kiedyś był wieś Ostrówki.

Piękny dwór, równe rządki chałup, cmentarz i oczywiście zwieńczony trzema krzyżami drewniany katolicki kościółek.

Co niedziela na kościelnej górce musiało roić się od ludzi, bo parafia liczyła blisko 1800 dusz. Ostatnia niedzielna msza odbyła się 29 sierpnia 1943 r. Następnego dnia, w poniedziałek, wieś Ostrówki została wymordowana.

Zniknęli ludzie, potem ich dobytek, następnie ściany domów, a w końcu nawet fundamenty.

fot. Maksymilian Rigamonti

Ostrówki fot. Maksymilian Rigamonti

Zatrzymałem się i nie wierzyłem, że wszystko to mogło zmienić się w ciągnące się po horyzont pole zeschłych słoneczników.

Pole w sposób niemal doskonały wpisywało się w wołyńską pustkę.

Odróżniały je ledwie dwa drobne szczegóły. Drzewko bzu i stojąca opodal biała figurka Matki Boskiej. Ale przecież mało kto domyśliłby się, że bez jest jedynym śladem po kuźni, a Matka Boska oznacza miejsce, w którym stał kościół.

Mord zaczął się około południa. Według ocen polskich historyków w Ostrówkach tego dnia zginęły przynajmniej 474 osoby, w Woli nie mniej niż 568.

Mord został dobrze opisany przez historyków na podstawie relacji tych co ocaleli.

Niektórych żołnierze UPA, dowodzeni przez Iwana Kłymczaka „Łysocho”, mordowali typowo. Mężczyzn zagnanych do szkoły i na boisko wyprowadzono po kilku na stronę. Najpierw zabijano po cichu – widłami i siekierami. Tak aby nie zorientowali się inni. Potem – gdy niespodziewanie pojawił się oddział niemiecki – pośpiesznie strzelając.

Ponad 300 kobiet, dzieci i starców spotkał straszniejszy los. Zamknięto ich w kościele. Potem w obawie przed Niemcami wyprowadzono pośpiesznie ze wsi. Kolumna posuwała się niezbyt szybko. Wszyscy idący w niej mieli świadomość jak musi się zakończyć ta podróż.

fot. Maksymilian Rigamonti

Droga z Ostrówek do Woli Ostrowieckiej fot. Maksymilian Rigamonti

Archeolog Olaf Popkiewicz w 2011 roku znalazł ich mogiłę, na polach, daleko za wsią, przy pomocy wykrywacza metali. Doszedł do wniosku, że oddział UPA nie miał czasu na zabijanie przy pomocy noży, czy siekier.

Musieli strzelać. Szukał, więc łusek.

Gdy znalazł ich skupisko zaczął kopać w pobliżu. Szczątki nie były byt głęboko. Ukazały się szybko. Najlepiej zachowały się mleczne ząbki dzieci i dziewczęce warkoczyki. Z niektórych szkieletów zostały tylko cienie na piasku. Były ułożone bardzo ściśle jeden przy drugim. Czasami wyglądało to tak jakby jakiś mały szkielecik przytulał się do dużego.

Popkiewicz: – Średnia wieku ofiar w tym dole wynosiła 7 lat.

Popołudniu gdy mordy miały się ku końcowi na drodze pojawiły się wozy wieśniaków. Ukraińcy z leżących opodal wsi jechali do Ostrówek i Woli po majątek.

Paweł Reszka link do bloga Reszka Świata

Ps.
To jest fragment ostatniego tekstu dla Tygodnika Powszechnego. Kto chce przeczytać całość musi biec do kiosku!
Dodam, że wyprawa grupy dziennikarzy na Wołyń odbyła się dzięki staraniom polskiego Press Clubu, przy wsparciu Narodowego Centrum Kultury.